Chlewnia w centrum wsi. Między biznesem a mieszkańcami

Magdalena Kowalczyk, 15 grudnia 2020 (22:46)
„Tucz nakładczy” to zjawisko znane w Polsce od 2004 roku. Zachodni koncern mięsny nie mogąc prowadzić skoncentrowanych hodowli świń na terenie swojego kraju szuka dogodnych miejsc w Europie, gdzie prawo środowiskowe i pracownicze jest mniej rygorystyczne. Do Polski, do dużych chlewni rozrzuconych po całym kraju wjeżdżają zatem prosięta, tutaj rosną i są ubijane. Z Polski wyjeżdża „czyste” mięso, a u nas zostaje to, czego nikt nie chce – odór, gnojowica, zanieczyszczenie wody, powietrza i zagrożenie epidemiologiczne.

Chlewnie w centrum wsi

Psucin to niewielka, licząca 300 mieszkańców wieś położona w środkowej części województwa mazowieckiego, około 50 kilometrów na północny zachód od Warszawy. Posesje mieszkańców ciągną się wzdłuż drogi spinającej dwa miasteczka – Nasielsk i Pomiechówek. Cicha, mazowiecka wieś jakich wiele, chociaż z racji bliskości od stolicy raczej rozrasta się niż kurczy. Na mapach Google ktoś zaznaczył kilka obiektów: są kapliczki, sklep, lokalna firma, a nieco za wsią Centrum Zdrowia Konia. Z lotu ptaka widać także staw w centrum wsi (zapewne służący kiedyś za wodopój dla zwierząt) i łany pól. W pobliżu wsi przepływa rzeka Narew, a nieco dalej Wkra. Sama wieś położona jest w chronionym obszarze zlewni rzeki Wkry.

W studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy Nasielsk czytamy ponadto: Na terenie gminy Nasielsk uznany został za podlegający ochronie użytek ekologiczny „Psucin” o powierzchni 9,12 ha, położony w południowej części gminy. Użytek ten stanowi lokalną ostoję zwierzyny, zapewnia schronienie, lęgowiska (dla ptactwa) oraz pożywienie. Użytek ekologiczny „Psucin” to w przeważającej części obszar podmokły i niedostępny. Brak możliwości uprawy oraz innego wykorzystania gospodarczego sprawia, że pozostał w stanie zbliżonym do naturalnego.

 

Psucin z lotu ptaka. Źródło: Google Maps

Przejeżdżając autem przez Psucin można zauważyć jeszcze coś, czego nie rejestruje satelita. W ostatnich tygodniach na ogrodzeniach pojawiły się banery, z których dowiedzieć się można czym obecnie żyje wieś.

„W 2019 roku dowiedzieliśmy się o inwestycji tutejszego rolnika. Dowiedzieliśmy się przypadkiem, kiedy jeden z mieszkańców, sąsiad planowanej chlewni dostał o tym informację od gminy. Wiadomość rozniosła się szybko po wsi i zelektryzowała wszystkich. Bo chlewnia, a raczej dwie identyczne chlewnie na prawie 600 świń znajdować się mają w samym sercu wsi”–  mówi Aldona Sucharzewska, mieszkanka Psucina, której działka sąsiaduje z działką na której powstać ma jedna z chlewni. Co na to lokalne prawo? Okazało się, że w gminie Nasielsk nie ma Planu Zagospodarowania Przestrzennego. Jest tylko studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy, które zezwala na budowę chlewni.

Psucin. Spokojna i malownicza ulica Lipowa. Fot. Magdalena Kowalczyk, Fundacja Wspomagania Wsi

Początkowo rolnik-inwestor złożył w urzędzie gminy wniosek na budowę jednej chlewni o obsadzie 60 DJP. DJP to duża jednostka przeliczeniowa inwentarza, według polskich norm odpowiadająca jednej krowie o masie 500 kg. Używana jest m.in. do szacowania zapotrzebowania gospodarstwa na paszę o. Jedna krowa to 1 DJP. Jeden tucznik to 0,14 DJP.  60 DJP odpowiada licznie 428 tuczników (lub 171 macior lub 857 warchlaków lub 3 000 prosiąt). Taka inwestycja wymaga jednak uzyskania decyzji środowiskowej (czyli rozeznania jak inwestycja wpłynie na środowisko naturalne oraz na życie sąsiadów i użytkowników okolicznych nieruchomości).

Rolnik wycofał wniosek i przeprowadził podział działki na dwie części. Drugą część działki darował swojemu ojcu. Następnie obaj rolnicy – ojciec i syn, wystąpili osobno do Burmistrza Nasielska o wydanie decyzji o warunkach zabudowy dla dwóch identycznych inwestycji – dwóch chlewni, o obsadzie 40 DJP jedna. Razem to 80 DJP. Łącznie zatem w tym samym czasie w obu chlewniach (oddalonych jedna od drugiej o kilka metrów, ponieważ szerokość działek to zaledwie 23 metry) przebywać będą mogły 572 tuczniki (po 286 świń w jednym budynku). Obie inwestycje będą bardzo blisko siebie, jednak nie wymagają uzyskania decyzji środowiskowej.

 

Psucin, centrum wsi. Bannery informują czym  żyje wieś. Fot. Magdalena Kowalczyk, Fundacja Wspomagania Wsi

Tu jednak dochodzimy do jeszcze innej kwestii. Każdy gatunek zwierzęcia hodowlanego ma wyliczone miejsce w budynku inwentarskim, obliczone w metrach kwadratowych. Dla jednego tucznika do wagi 110 kg to 0,65m². Dla tucznika powyżej 100 kg to 1m².  Oznacza to, że chlewnia, w której przebywać ma jednocześnie 286 tuczników powinna mieć maksymalną powierzchnię 185,9m² lub 286m² (286 tuczników pomnożone przez 0,65m² lub 1 m²).  Tymczasem jedna chlewnia w Psucinie ma mieć wymiary 12,5m na 50m. To łącznie 625 metrów kwadratowych, w których pomieści się 961 tuczników do masy 110 kg, lub 625 tuczników powyżej tej masy.

W takim przypadku DJP powinno być wyliczane według powierzchni chlewni, a to w Psucinie wynosiłoby 134,5 DJP lub odpowiednio 87,5 DJP dla tuczników większych w tylko jednej chlewni. A to z kolei oznacza, że inwestor powinien przeprowadzić ocenę oddziaływania na środowisko. Czy rolnik chciałby zatem hodować łącznie prawie 2000 świń do 110kg lub 1250 świń powyżej tej masy? Jest to niezgodne z prawem, i dokładną analizę takiego przypadku przedstawiła w 2018 roku Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Gdańsku. Analiza dostępna jest na stronie RDOŚ.

Również zbiornik na gnojowicę zaprojektowany został na trzykrotnie większą obsadę świń niż dwa razy po 40 DJP (warto dodać, że zbiornik na gnojowicę jest jeden wspólny, dla obu planowanych chlewni, podobnie jak jedna ma być studnia lub przyłącze wodociągowe).

„W planowanej inwestycji należy podać maksymalną obsadę i dla takiej obsady świń budować chlewnie. Rolnicy powiedzieli nam, że chcą by świnie miały „salony”, stąd taka powierzchnia. Inwestor, projektant dwóch chlewni, urzędnicy gminy także nie widzą problemu. Tymczasem tutaj nie będzie dało się żyć. I nie będzie dało się stąd uciec, bo nikt naszych domów nie kupi. Rozumiemy, że wieś jest miejscem gdzie produkuje się żywność, w tym mięso. Mamy tutaj rolników hodujących świnie, rozrzucających obornik na polach. Taka jest specyfika wsi i nikt z tym nie dyskutuje. Ale przypadek o którym mówimy to już hodowla przemysłowa na dużą skalę. Boimy się, że świń w chlewni jednorazowo będzie około 2 000. To nie będzie przyzagrodowy chów 20 zwierząt. Presja na środowisko będzie olbrzymia. We wsi jest ujęcie wody dla trzynastu okolicznych sołectw. Czy rolnicy zapewnią, że ścieki z chlewni nie dostaną się do wód gruntowych? A co, jeśli się dostaną? Co zamierzają robić z gnojowicą? I tak dzierżawią już wiele ziem w okolicy i ciągle starają się o nowe, by mieć gdzie ją rozrzucać. Jak zagwarantują, że świńskie odchody nie spłyną okolicznymi rowami aż do rzek? Sprzeciwiamy się tej inwestycji, wynajęliśmy prawnika, wysyłamy petycje i pisma gdzie się da. I czekamy” – mówi  Aldona Sucharzewska.

Psucin, ulica Lipowa. Bannery informują czym żyje wieś. Kilkadziesiąt metrów od tego domu mają powstać chlewnie na prawie 600 tuczników. Fot. Magdalena Kowalczyk, Fundacja Wspomagania Wsi

 

Na dwóch zaznaczonych działkach mają powstać dwie bliźniacze inwestycje – chlewnie. Źródło: https://www.facebook.com/NIE-dla-Chlewni-w-Psucinie-414222989353139/

W kwietniu 2019 roku mieszkańcy przygotowali petycję, zebrali podpisy i skierowali pismo do Burmistrza Nasielska, Starosty Nowodworskiego, Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Warszawie, Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego. W petycji czytamy m.in. „W chwili obecnej w Psucinie zauważalny jest wzrost budownictwa jednorodzinnego, a przy ul. Polnej znajduje się dom rodzinny w budowie oddalonej jedynie kilkadziesiąt metrów od terenu inwestycji. Po wybudowaniu chlewni na pewno nikt nie będzie zainteresowany zakupem działki i budową domu. Nastąpi automatyczny spadek cen wartości naszych nieruchomości. Należy zwrócić uwagę na fakt, że w Psucinie w odległości o 150 m od planowanej chlewni znajduje się plac zabaw, który służy jako miejsce rekreacji i wypoczynku dla dzieci”.

Przejeżdżając przez Psucin. Fot. Magdalena Kowalczyk, Fundacja Wspomagania Wsi

 

Życie w cieniu przemysłowej fermy

Fermy trzody chlewnej należą do jednych z największych emitorów zanieczyszczeń mechanicznych, chemicznych i biologicznych, które w znaczący sposób oddziałują na stan środowiska i jakość życia ludzi mieszkających w ich sąsiedztwie – czytamy stronie www.stopfermom.pl/srodowisko. Poważny problem na fermach trzody chlewnej stanowi gnojowica, obornik i gnojówka – ich ilości, skład, metody usuwania, magazynowania, przetwarzania i stosowania do nawożenia pól. Zapachy pochodzące z rozkładu martwej materii organicznej oraz odchodów zwierzęcych uznane są jako jedne z najbardziej oddziałujące na zdrowie człowieka. Mogą wywoływać wiele nieprzyjemnych i niebezpiecznych schorzeń m.in.: migreny i zawroty głowy, podrażnienie błon śluzowych nosa, oczu i gardła, nudności, biegunki, chrypkę i kaszel, duszności, senność, kołatanie serca, skurcze w klatce piersiowej, reakcje o podłożu zapalnym i uczuleniowym, rozdrażnienie, stres, ataki paniki. Przy wysokich stężeniach i długotrwałej ekspozycji występuje ryzyko nieodwracalnych zmian. W skrajnych przypadkach dochodzi do zapalenia tchawicy, lub oskrzeli, chemicznego zapalenia płuc, obrzęku płuc, a nawet odmy.

Poważnym zagrożeniem w fermach i ich otoczeniu jest zanieczyszczenie mikrobiologiczne – mikroorganizmami chorobotwórczymi. Powietrze w pomieszczeniach inwentarskich zawiera zwykle duże stężenie pyłów, bakterii, pleśni, drobnoustrojów, endotoksyn i glukanów. Źródłem zanieczyszczenia powietrza są przede wszystkim: same zwierzęta, ich wydaliny, rozkładająca ściółka i resztki paszy.

Gnojowica zawiera mikroorganizmy saprofityczne, patogenne bakterie, wirusy, grzyby oraz jaja i oocyty pasożytów. Stwierdzono w niej obecność ponad 150 patogenów groźnych dla zdrowia ludzi.

Wektorami przy rozprzestrzenianiu się chorób w fermie i jej okolicy mogą być gryzonie i muchy. Są one nosicielami czynników chorobotwórczych i poprzez odchody, sierść, ślinę, krew oraz kończyny mogą przenosić patogeny zarówno wewnątrz gospodarstwa (pomiędzy poszczególnymi sektorami) jak i między gospodarstwami.

 

Świnie „na rusztach”. Pod rusztami znajdują się zbiorniki na gnojowicę. Źródło: https://pl.freepik.com/

 

Głos inwestorów

Sami rolnicy-inwestorzy zabrali głos w sprawie kontrowersyjnych chlewni. W wywiadzie dla Życia Nasielska z 2019 roku przeczytać możemy ich obszerne wyjaśniania, które cytujemy w całości:

Nie rozumiemy skali zamieszania, które powstało w związku z naszymi planami inwestycyjnymi, tym bardziej, że z naszej strony wszystkie dokumenty zostały przygotowane zgodnie z przepisami prawa. Pierwsze informacje o inwestycjach właściciele sąsiednich działek jako strony w sprawie otrzymali już w czerwcu 2018 roku. A całe zamieszanie rozpoczęło się w marcu br. (marcu 2019 roku  – przyp. autorki) od protestów i wypisywaniu tego jakie będziemy stwarzać zagrożenie, hodując świnie.  Nie wiemy skąd autorzy petycji mają takie informacje na temat przewidywanych zanieczyszczeń i skażeń, które rzekomo powstaną przy prowadzonej przez nas działalności. Przypuszczamy, że nikt z protestujących nie zapoznał się z planami naszych inwestycji, w których wszystko jest jasno sprecyzowane i wyjaśnione.

Wielokrotnie tłumaczyliśmy, że w każdej chlewni znajdzie się ok. 300 sztuk świń, a opowieści krążą o tysiącach – podkreślamy, że nie ma takiej możliwości, a wszystkie dane znajdują się w warunkach zabudowy i planach zabudowy.

Jakie oddziaływanie mogą mieć takie chlewnie? (pytanie dziennikarza Życia Nasielska – przyp.autorki)

Niewielkie, nie będzie przecież hodowli na ściółce, nie będzie wywożenia i składowania gnojowicy. Teraz są takie rozwiązania technologiczne, że nie będzie aż takiej uciążliwości.

Planujemy wybudować nowoczesne obiekty z komputerowym systemem sterowania wentylacją, wilgotnością i temperaturą powietrza wewnątrz chlewni. Zarzut o brak zbiorników na odchody zwierząt jest bezzasadny, ponieważ planujemy budowę obiektów typu wannowego, w których, zgodnie z projektem, zapewnione będzie miejsce na składowanie i magazynowanie odchodów. Osoby, które rozpowszechniają takie plotki o zanieczyszczeniu wód powierzchniowych, a nawet rzek, nie mają pojęcia o jakiego rodzaju inwestycjach jest mowa w naszym przypadku. A wystarczy przeczytać dokumenty.

Od planowanych przez nas chlewni do innych domów jest powyżej 100 metrów. Nawet gdybyśmy zaplanowali budowę większych chlewni, to i tak spełniamy warunki. Ale to nam nie jest potrzebne. Nasza rodzina tam mieszka i nigdzie nie będziemy się wyprowadzać. Mamy najbliżej w linii prostej, więc też nie chcemy sobie uprzykrzać życia. Również znaczenie ma to, że nie chcemy odsunąć się z tą inwestycją daleko, bo tego trzeba doglądać, to będą żywe zwierzęta, tam trzeba być na bieżąco.

Nie widzimy nic nagannego w tym, że w naszej rodzinnej wsi chcemy wybudować nowoczesne chlewnie. Gdzie mają one powstać jeśli nie na wsi? Do tej pory także zajmowaliśmy się hodowlą świń, podobnie jak większość rolników w Psucinie, którzy hodowali i nadal hodują świnie. Dotychczas chowaliśmy ponad 200 świń w cyklu zamkniętym – od urodzenia aż do sprzedaży.

Teraz już nie można w taki sposób hodować zwierząt, jeśli ma to być bezpieczne, ponadto nadal zagraża zwierzętom ASF i inne choroby, dlatego trzeba zapewnić im odpowiednie warunki. Wiemy jak wielką odpowiedzialnością jest taka hodowla i z jakimi wiąże się obowiązkami, spełnianiem warunków, w tym sanitarnych. Przecież taka działalność podlega nadzorowi różnych inspekcji, powiatowego lekarza weterynarii. Tu nie będzie żadnej szkodliwiej produkcji.

Dlaczego powstaną dwie inwestycje? (pytanie dziennikarza Życia Nasielska – przyp. autorki)

To proste, każdy chce mieć swoją inwestycję, swój dochód i utrzymywać się sam. Syn jest inżynierem rolnictwa, ja technikiem, pracujemy od lat w tym zawodzie, nie jesteśmy laikami, znamy się na tym co robimy i chcemy iść z postępem. Chowaliśmy te świnie tyle czasu, znamy się na tym, chcemy się rozwijać. Mamy grunt, mamy zaplecze i chcemy pracować. Nasza rodzina od pokoleń związana jest z tą miejscowością.

Syn od kilku lat prowadzi swoje gospodarstwo, ma sprzęty i chce pracować, ma swoje plany, a ja mam jeszcze czas do emerytury i też chcę się rozwijać.  To są dwie oddzielne inwestycje niepowiązane ze sobą technologicznie. Po prostu mamy taki pomysł na użytkowanie swojej ziemi, ale nie przypuszczaliśmy, że nasze plany wzbudzą taką falę sprzeciwu i takie utrudniania nam życia.

Dużo okolicznych osób, w tym rolników z gminy Nasielsk i nie tylko, dziwi się że we wsi nie można chować świń i że rolnicy strajkują przeciwko rolnikom.

Jesteśmy zawiedzeni, że petycję podpisały osoby, które nas znają od lat. W tym rolnicy hodujący świnie i składujący gnój na pryzmach, na których lęgną się muchy, albo młodzi ludzie, którzy tylko teoretycznie są mieszkańcami Psucina, a praktycznie od lat w nim nie mieszkają. Naszym zdaniem to sztucznie nakręcony protest wynikający ze zwykłej ludzkiej zawiści. Najwyraźniej komuś przeszkadzaliśmy w realizacji planów.  

 

Fundament wsi w zaniku

Wieś gwałtownie i dogłębnie zmieniła się w ostatnich kilkunastu latach. Sądzę, że nie ma tego dostatecznie głębokiej świadomości – mówi Jarosław Urbański, socjolog i badacz z Zachodniego Ośrodka Badań Społecznych i Ekonomicznych, autor raportu „Przemysłowy chów świń. Narodziny, rozwój, kryzys” https://www.zobsie.pl/images/przemyslowy-chow-swin-raport-2020.pdf.

Najprościej ujmując są to dwie, często przeciwstawne tendencje: znaczący wzrost i koncentracja produkcji zwierzęcej kontra zmiana funkcji sieci osadniczej z gospodarczo-mieszkalnej na czysto mieszkalną. Dodatkowo napływają nowi mieszkańcy z miast, miejska zabudowa deweloperska potrafi sięgać nawet 50 kilometrów od centrów dużych miast. Za tymi zmianami wyraźnie nie nadążają ani zmiany planistyczne (miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego), ani też legislacyjne (tzw. ustawa odorowa czy odległościowa). Co więcej – mówimy teraz przede wszystkim o kwestii oddziaływania odorowego. Pomija się zaś konsekwencje zdrowotne, psychiczne, somatyczne czy te spowodowane plagowymi ilościami insektów i gryzoni. W najbliższych latach bez wątpienia na pierwszy plan wysunie się zagrożenie epidemiczne. Wielkie fermy są często istotnym ogniwem pośrednim pomiędzy zwierzętami dzikimi a ludźmi, jeżeli chodzi o transmisję wirusów. Ten problem dostrzeżono już wiele lat temu (przypadek wirusa Nipah czy „świńska grypa”), a po pandemii obecnego koronawirusa, kwestia może stanąć na „ostrzu noża”. Problemy epidemiologiczne dotyczące ludzi jak też zwierząt (choćby ASF) mogą okazać się kluczowe dla rozwoju wsi – mówi. Z politycznego punktu widzenia działania pod hasłem obrony polskiego rolnictwa i rolnika, często chronią interesy wielkich konglomeratów kapitałowych, w przypadku produkcji wieprzowiny np. Danish Crow czy WH Group. Następuje zresztą koncentracja nie tylko samej produkcji rolnej (zwierzęcej i roślinnej), ale także własności ziemi. „Średnia klasa chłopska”, kiedyś fundament wsi, jest w zaniku – dodaje Jarosław Urbański.

 

Duży gracz?

Pod koniec listopada bannery w Psucinie zostały zniszczone. Być może ma to związek z „Listem do Redakcji”, zamieszczonym przez mieszkańców Psucina w „Życiu Nasielska”, który fragment cytujemy poniżej:

Szanowni Państwo,

W związku z dużym zainteresowaniem treścią bannerów, które pojawiły się na terenie naszej miejscowości, my mieszkańcy Psucina pragniemy przedstawić Państwu fakty w tej sprawie. Otóż inwestor próbuje wybudować w środku naszej miejscowości chlewnię przemysłową tuczu świń. Ma ona powstać ok. 100 m od najbliższych zabudowań. Proszę Państwa, tu nie chodzi o jakąś większą oborę, tylko o działalność na skalę przemysłową, w której wyżej wymieniony inwestor, mieszkaniec Psucina, będzie jedynie „słupem”. Rozumiemy, że wieść jest od produkcji żywności, hodowli zwierząt i uprawy roli. Nie bronimy tego nikomu robić – my również mamy gospodarstwa rodzinne. Jednak stanowczo sprzeciwiamy się sprowadzania do nas firm wielkoprzemysłowych.

Początkowo miała to być jedna duża chlewnia, lecz inwestor nie mogąc dostać zezwoleń na tak wielką inwestycję, próbuje obejść przepisy prawne. Rozpisując działki na rodzinę, podzielił chlewnię na dwa budynki, praktycznie stykające się ze sobą – każdy po 60% powierzchni pierwotnej inwestycji. Po takim kroku inwestora władze Gminy Nasielsk wydały decyzję o warunkach zabudowy. Z racji podziału inwestycji na dwie mniejsze nie uwzględniono też konieczności wydania decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach tego przedsięwzięcia. Jednak de facto będzie to jedna ogromna chlewnia.

Mamy ogromny żal do władz i radnych Gminy Nasielsk, nie zrobili oni nic by nam pomóc. Pisaliśmy pisma, byliśmy obecni na komisjach, złożyliśmy petycję, którą podpisali prawie wszyscy mieszkańcy – jednak nasze starania nie przyniosły rezultatu. (całość listu znajduje się na stronie https://www.facebook.com/NIE-dla-Chlewni-w-Psucinie-414222989353139/

Jeden ze zniszczonych banerów. Źródło: https://www.facebook.com/NIE-dla-Chlewni-w-Psucinie-414222989353139/

 

Tucz nakładczy

W „Liście do Redakcji” mieszkańcy piszą „(…) tu nie chodzi o jakąś większą oborę, tylko o działalność na skalę przemysłową, w której wyżej wymieniony inwestor, mieszkaniec Psucina, będzie jedynie „słupem”. Mieszkańcy uważają, że za chlewnią w centrum ich wsi stoi duża firma, z którą rolnik zawrze umowę na zasadzie „tuczu nakładczego” (określanego także jako tucz farmerski lub tucz kontraktowy). W takim systemie duży koncern zapewnia rolnikowi prosięta, opiekę weterynaryjną, paszę i wiedzę oraz zobowiązuje się do odbioru tuczników. Na podstawie kontraktu hodowca otrzymuje określoną w umowie cenę za tucznika lub za „miejsce tuczowe”.

Tucz nakładczy pojawił się w Polsce w 2004 roku i jak czytamy w raporcie „Przemysłowy chów świń. Narodziny, rozwój, kryzys” (…) stymulowany jest przez duże międzynarodowe koncerny. W naszym (polskim – przyp. autorki) przypadku wymienia się głównie Animex – kapitałowo związany ze Smithfield Foods, a tym samym z WH Group oraz Sokołów – związany z kolei z Danish Crown. Wymienione firmy są absolutnymi potentatami na globalnym rynku wieprzowiny. System nakładczy stanowi dogodną dla nich formę kontroli rynku produkcji mięsnej i pracy. (…) Tucz nakładczy nie jest zjawiskiem specyficznym tylko dla naszego kraju. Niemniej jednak z reguły postrzega się go jako zagrożenie dla polskiego rolnictwa. Jak skarżył się jeden z rolników: „Finansujemy w ten sposób zagraniczny kapitał kosztem rodzimych ferm. To nie są polskie świnie. To nie jest polska pasza. Wszystko z zagranicy jest ciągnięte”. Według Janusza Walczaka z NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność” Województwa Kujawsko-Pomorskiego: „Tucz nakładczy bierze się z ekonomii. Ludzie decydują się na taki chów, ponieważ jest gwarancja ceny. Nikt nie patrzy na patriotyzm, bo musi utrzymać rodzinę. A firmy żerują na drobnych polskich hodowcach trzody. Dają im zaniżoną cenę za tuczniki”. Mówi o tym także stanowisko Krajowego Związku Pracodawców – Producentów Trzody Chlewnej: „Z niepokojem obserwujemy niekorzystne zmiany zachodzące od kilkudziesięciu lat w sektorze produkcji trzody chlewnej w Polsce. Z jednej strony spada w kraju liczba macior, z drugiej niedobór prosiąt rekompensowany jest poprzez import głównie z Danii”.

Tucz nakładczy zatem nie ma zbyt wiele wspólnego z rolnictwem jakie znamy. Rolnik to usługodawca, który opiekuje się stadem świń, których mięso wyjedzie z naszego kraju (aczkolwiek część tego mięsa pozostaje także na polskim rynku. Polacy konsumują dużo wieprzowiny). W Polsce zaś zostaje głównie to, czego kraje zachodnie (szczególnie Dania) się wystrzegają, np. odór, gnojowica, zanieczyszczenia wody i powietrza, zagrożenie epidemiologiczne. Inwestorzy z Psucina zapewniają, że chlewnia nie będzie uciążliwa ze względu na nowoczesne rozwiązania, m.in. wannowy system gromadzenia gnojowicy (to zbiorniki pod rusztem, na którym żyją zwierzęta). Docelowo jednak gnojowica ze zbiorników i tak rozlana zostanie na pola.

Po utuczeniu zwierzęcia w Polsce zostaną także odpady poubojowe, bo zwierzęta ubijane są w polskich zakładach. Zagospodarowanie odpadów to także zużycie energii i wody, dodatkowa dostawa CO² do atmosfery, smog (z którym Polska nie może się uporać). Kraje zachodnie mają coraz bardziej restrykcyjne prawa dotyczące ochrony środowiska oraz zatrudnienia pracowników, zatem potentaci szukają dogodnych miejsc i przedsiębiorców gotowych „zaopiekować się” stadem ich świń. Zarabia na tym garstka, zaś koszty zdrowotne i środowiskowe ponosimy my wszyscy, a szczególnie mieszkańcy sąsiadujący z chlewniami. Zapotrzebowanie na mięso wieprzowe na świecie rośnie, rynki azjatyckie czekają na nowe dostawy. W Polsce spodziewać możemy się nowych, dużych, skoncentrowanych inwestycji. Czy tak będzie w Psucinie?

Pragniemy też przestrzec wszystkich przed podobnymi inwestycjami na Państwa terenie. Być może i w innych wsiach znajdzie się ktoś, kto skuszony wizją szybkiego zysku zdecyduje się na realizację dokuczliwych przedsięwzięć chyba nie do końca zdając sobie sprawę z tego jak niewspółmierne straty przyniosą one całej okolicy. (…) Za pośrednictwem tego listu otwartego pragniemy zwrócić się do mieszkańców Gminy Nasielsk, sołtysów, organizacji społecznych o wsparcie w słusznej sprawie. Jeśli ktoś mógłby nam pomóc, prosimy o kontakt telefoniczny z panią sołtys lub za pośrednictwem facebooka – Sołectwo Psucin – kończą swój list mieszkańcy.

Losy wsi śledzić można na portalu Facebook: Sołectwo Psucin oraz NIE dla chlewni w Psucinie.

Tekst: Magdalena Kowalczyk

Listopad 2020 r.

Tekst powstał na podstawie rozmów z mieszkańcami Psucina, dokumentów i oświadczeń w prasie „Życie Nasielska”, na podstawie raportu „Przemysłowy chów świń. Narodziny, rozwój, kryzys” oraz opinii Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Gdański. Dziękuję Aldonie Sucharzewskiej i Jarosławowi Urbańskiemu za pomoc w przygotowaniu tekstu.